piątek, 12 września 2008

optymistycznie pesymistyczny piątek

Jeśli powiem, że dzisiejszy dzień był dziwny, to i tak nie odda to tego, jak chciałbym go określić, niech więc będzie po najniższej linii oporu…

Zaczęło się straszliwie sennie – mgła na drodze, dzisiaj do pracy z kolegą autkiem, Łodzianin musiał obejść się bez nas… Łódź – Warszawa i niezwykle celne słowa B. „nudna ta droga”. Trudno się temu stwierdzeniu dziwić, ale po chwili zastanowiłem się nad tym, dlaczego akurat dzisiaj B. tak właśnie stwierdził… minęło… w firmie dzień zaczął się dość spokojnie, uśmiech Szefowej, który ładuje baterie. Usiadłem i standardowo „ALT + CTRL + DEL” na klawiaturze, hasło domenowe i już mam przed sobą pocztę… maile, maile… większość – „delete” (a jeszcze w lipcu były dla mnie jednymi z najważniejszych).
Wpadła MB – ta, która przeładowuje moje baterie i za co nigdy nie będę w stanie jej podziękować tak, żeby oddało to całą moją wdzięczność :-)
Chwila śmiechu… i dumania… wszystko w tym dniu byłoby bardzo fajne, gdyby nie jeden post na blogu Szefowej… przeczytałem go po 5 rano i do tej pory nie mogę odgonić od siebie myśli na jego temat… tak bardzo boję się, że słowa, które tam napisała dotyczą też mnie… a ja nie chcę już zmian, dopiero co przeszedłem jedną wielką, jeszcze się nie ułożyłem do końca, a Ona chyba szykuje mi/nam kolejną :-(
Tak mi z tym jakoś źle i smutno, ale nie chcę iść zapytać – dość, że w komentarzach mocno naciskałem, a przecież nie powinienem. Powie nam przecież… jak przyjdzie właściwy czas, czyli z moich dedukcji już całkiem niedługo. Chyba chciałbym już to usłyszeć, mieć za sobą… Nie wiem tylko, czy jeśli to zmiana, o której myślę, to ja jestem w stanie w firmie pozostać… Mam chyba dość zmian na jakiś czas. Stanowisko miłe mam, ale obowiązki dość zawiłe i bez Z. nie jestem chyba w stanie ich pociągnąć… Tak, wiem, nie mam przesądzone kto może być nowym, ale nie wierzę, że może być to ktoś lepszy do tej akurat pracy niż Z.
Nie wiem, mam nadzieję, że się mylę i wielkie zmiany, co do których Jej decyzje już zapadły, to nie to, co mam na myśli.

Te myśli tak naprawdę górowały i nadal będą górować nade mną – cóż, tak mam, że ludzie dla mnie ważni są w mojej głowie zawsze i wszędzie, a ich ewentualna utrata z otoczenia powoduje moją, w pewnym sensie, autodestrukcję.
Czekam więc na to, co usłyszę i czego się dowiem, a później będę się zastanawiał ewentualnie nad tym, gdzie jest moje miejsce… nie wiem, może przesadzam, nie wiem… martwię się jakoś i mi z tym źle :-(

Poza tym właściwie nie wiem co pisać, bo cały czas mnie trzyma to cholerne przeziębienie i chyba mam już i jego dosyć… :-/
…a post miał być optymistyczny – chyba nie wyszło, a bezsensu… :/

Brak komentarzy: