czwartek, 24 lipca 2008

zmian czas...

Okazuje się, że warto wierzyć. Stało się to, co – w moim odczuciu – było nieosiągalne dla mnie. Ktoś ważny dla mnie, uwierzył we mnie. A ja muszę zrobić wszystko, by nie zawieść.

Czas więc dokonać zmiany… zawodowe głównie. Zwrot o 180 stopni, inne obowiązki, niezwykle ciekawe. Ogromne wyzwanie i ogromna szansa. Jednocześnie nieodparte uczucie strachu, obawy czy na pewno dam radę. Powiedzcie, że to normalne…

W każdym razie bardzo się cieszę, mam szansę pracować tu, gdzie pracować chciałem, robić to, co lubię. Jestem zafascynowany, zdenerwowany i… potrzebuję czasu :)

Stres mobilizuje – mam nadzieję, że ja szybko się z tym oswoję i mnie też będzie mobilizował. Tak bardzo nie chcę zawieść i zrobię wszystko, by tak było!

Do końca więc wierzcie nawet w to, co wydaje się być nieosiągalnym, bo wcale nie jest tak, że tego się nie da. Szansa jest zawsze, a od nas samych wiele zależy…

wtorek, 22 lipca 2008

tak bardzo bym chciał...

Ile razy czegoś pragniemy? Ile razy chcemy, aby właśnie to się spełniło? Często w takich chwilach przychodzi nam na myśl jedno: przecież ja chcę tak niewiele, tak rzadko o coś proszę, a na tym tak mocno mi zależy. To znowu pokazuje nasz egoizm, bo przecież waga sprawy jest zależna od sytuacji, prawda? Znowu trzeba się zastanowić, czy to wszystko, co jest naszym pragnieniem, jest nam tak mocno potrzebne? Czy faktycznie bez tego nie możemy żyć?

A ja mam teraz jedną taką prośbę, pomijając inne, które walczą w mojej głowie o laur pierwszeństwa. Ta jednak prośba jest przyziemną – i to nie egoistyczne podejście z mojej strony, ale mocne pragnienie powodzenia zawodowego. Chciałbym przejść już tą zmianę, do której drzwi mam wciąż otwarte. Do drzwi tych jednak prowadzi droga z bramą, zamkniętą bramą. Klucz do niej dzierży w dłoni ktoś inny, kto bramę otworzy – dla mnie lub dla kogoś innego. Tak bardzo pragnę być tym, który przez nią przejdzie i zacznie to nowe…

Pragnienie i chęć posiadania – każdy ma do nich prawo, ale pamiętajmy, że sami na świecie nie jesteśmy. Jakże nudno byłoby, gdybyśmy mieli wszystko na wyciągnięcie ręki? Po co? Lepiej o coś się postarać – wtedy zdobyte zwycięstwo smakuje najlepiej.

sobota, 19 lipca 2008

"zupełny brak wychowania"...

Zgodzicie się, że najczęściej słyszymy te słowa pod adresem – jakże agresywnej w oczach niektórych – młodzieży. Nie wiem, kiedy kończy się należeć do szanownego grona młodzieży, ale jakoś wciąż się w nim widzę i strasznie agresywny się robię w sytuacji, kiedy słyszę właśnie takie słowa pod adresem owej młodzieży. W ogóle uważam, że generalizowanie to błąd, a osoby je stosujące są najzwyczajniej mocno leniwi. Swoją drogą, ciekawe jak czują się, gdy to oni są wrzucani do jednego worka z innymi, niekoniecznie najlepszymi (…). Nie o tym jednak chciałem…
Dzisiaj po raz kolejny (niestety) miałem okazję przekonać się, jak bardzo starsze pokolenia są niewychowane… Bezczelne kłamanie w oczy, wpychanie się w kolejkę… ot to tylko garstka tego, co miałem okazję przeżyć dzisiaj w jednym z hipermarketów.
Znacie mnie, nie dałem spokoju… mówiąc dość głośno, raczyłem „przypomnieć” pewnej pani (na oko jakieś 55 lat), że to nie jest kulturalne tak bez pytania wpychać się w kolejkę. Słyszę na to „ja tu stałam”. Odparłem, że to niemożliwe, bo stoję tu długo i nie było jej w kolejce. Gdybyście usłyszeli to, co mi odpowiedziała… ja skromnie odparłem jedynie – w obecności już szerszego grona klientów hipermarketu – „to właśnie dowód na ten brak wychowania całej młodzieży w tym kraju, dowód na to, że to młodzież jest niewychowana i strach się jej bać. Ale w sumie to może dla pani komplement, bo może się pani do młodzieży zaliczyć w takich okolicznościach”. Owa „dama” poczerwieniała i odparła… „ktoś tą młodzież musiał wychować”. Na to czekałem – dodałem więc „właśnie, ciekawe, czy ma pani dzieci…”. Temat uciąłem, bo mocno emocjonalnie do tego podchodzę…
Wiecie co było najmilsze? Reakcja ludzi stojących obok. Byli w różnym wieku, ale widziałem wręcz uśmiech na ich twarzach, a słyszałem „dobrze powiedział”…
Po prostu bezczelności nie zniosę…

Zanim więc zaczniecie generalizować i mówić o wszystkich tak samo, pomyślcie o sobie, jak o części tych wszystkich… Starajmy się patrzeć na innych, jak na ludzi, a nie jedno z ziarenek piasku na pustyni...

Wciąż walczący ze sobą i starający się złapać równowagę :(,
T.

środa, 9 lipca 2008

mijając siebie

Kolejny tydzień na półmetku... ale nie o tym chciałem, bo jak zacznę odliczać tygodnie, to będę je odliczał albo od 9. czerwca 2008 albo od 12. dnia tegoż miesiąca... :-( inaczej nie umiem... przynajmniej teraz, może kiedyś...
Dzisiaj dowiedziałem się, że z ostatnich badań (ehh, jak ja lubię te globalne badania...) wynika, iż to właśnie środa jest najbardziej depresyjnym dniem tygodnia, a nie - jak powszechnie się przyjęło - poniedziałek. Jakoże lubię czasami nad takimi rzeczami sobie powisieć i się zastanowić, zacząłem lekko analizować owe wyniki badań.
Doskonale wiecie, że przeciwnik generalizowania ze mnie wielki, więc moje analizy sprowadziły się do mnie samego i mojego otoczenia, z którym spędzam te każde środy. Co się okazało? Że te badania to mają sporo prawdy w sobie. W poniedziałki bowiem często wspominamy weekend, a to marudzenie przysłaniane jest tym, co miłego przeżyliśmy przecież jeszcze kilka godzin wcześniej. Poza tym poniedziałkowe gadanie to nic innego, jak forma złapania kontaktu, która - nie oszukujmy się - najczęściej kończy się śmiechem. Środa to coś innego... Tutaj już nie wspominamy, bo przecież minęły już dwa dni, a o kolejnym weekendzie strach myśleć - przed nami bowiem bagatela cały czwartek i piątek w pracy...
Wyczuliście już ironię? I słusznie... Po co się zamartwiać i zastanawiać nad takimi rzeczami? Ja wiem jedno - z tymi, których mam obok siebie, a którzy dają mi siłę, przetrwam każdy poniedziałek i każdą środę i każdy inny dzień tygodnia też. Zabawne, że w obliczu wojen, biedy, głodu i kataklizmów, są ludzie, którzy martwią się tym, czy bardziej depresyjnym dniem tygodnia jest poniedziałek, czy może środa.
W świetle więc całości tych jakże przejmujących badań, przeżyłem kolejny dzień, który do najłatwiejszych nie należał... Nie umiem nie myśleć i chyba nie chcę, ale chciałbym czuć już inaczej, ale też nie umiem.
Całościowo zawodowo nie było też kolorowo (bez obaw, rym przypadkowy). Przerażony jestem nieodpowiedzialnością ludzi. Tym, jak potrafią bezczelnie łamać dane im zaufanie... zapominają chyba, że ten kredyt kiedyś się skończy, a spłata będzie boleć bardzo mocno, ale cóż... dla nich najważniejsza jest kasa, niech dalej tak myślą...
Chaotycznie jak zawsze i kryjąc sens między wierszami,
pozdrawiam Was serdecznie
wieczorem w środę, burzową i gradem bijącą.
T.

wtorek, 8 lipca 2008

Nie daj się!

Banał? Moze i tak, ale w słowach... nic dodać, nic ująć...
trudno jednak realizować...

poniedziałek, 7 lipca 2008

O wiekach pisałem...

...a tu kolejne minęły...
musicie wybaczyć...

właściwie to nie napiszę znowu nic dobrego... bo i zbyt wiele takowego nie spotkało mnie od maja.
Faktem jest, że zapamiętujemy to, co złe, a to co dobre idzie w niepamięć. Żebym nie wiem, jak bardzo chciał, nie jestem w stanie w optymistycznym tonie napisać o tym, co dobre było.

Zawodowo - kręci się, idzie sobie dalej, z dnia na dzień... niestety coraz częściej odczuwam monotonię. Niemniej jednak kręci się też pozytywnie - może czas na zmiany? Te gdzieś sobie krążą wokół i sam już nie wiem, czy bronię się przed nimi, czy też szukam dziury w całym. Jak zawsze emocjonalnie podchodzę do tematu, na zasadzie "ptasiek nie chce zmieniać gniazdka, bo mu tu dobrze". Tak, tak, wiem... zmiana nie oznacza nowego świata. Zobaczymy, co będzie dalej... czas pokaże... a jak zmiana okaże się blefem...??

Prywatnie - tu gorzej - sami zresztą w większości wiecie... Chyba nie czuję się jeszcze na siłach tak łatwo o tym mówić. Brakuje mi Go, brakuje każdego dnia :(
Banalne, jak dopiero w takich chwilach potrafi się docenić ludzi :(
Tyle chciałbym mu powiedzieć, przeprosić, zrobić... teraz już nie mam szans.
Chociaż minęło już troszkę czasu, nigdy nie będzie go dość, pozostały wspomnienia, zdjęcia... i wizyty, które tak bolą.
Jak inaczej patrzy się na świat, wartości, bliskich i ludzi...
Staram się śmiać, ale ta skorupka nie powoduje ułatwienia w środku...
Czas leczy rany? Może, ale na pewno nie zbyt szybko...
cya next time.