
Podsumowując pierwsze dni nowej pracy i nowych obowiązków mógłbym powiedzieć… a właściwie nie mógłbym powiedzieć w dwóch słowach.
Niby ta sama firma, a tak inaczej – do tego pory pracowałem z dala od Wielkiego Świata Tej Firmy, teraz jestem tuż obok. Czy to minus? Nie sądzę. Ogólnie mijają sobie po kolei dni, mam sporo na głowie, ale wszystko jakieś takie bliskie mi się wydaje. Oby tylko mnie to nie zgubiło. Moja Szefowa na urlopie, a zaraz potem idę na urlop ja sam. To mobilizuje do działania i samodzielności. Dumne obowiązki i projekty, ale i ogromna odpowiedzialność. W końcu zawsze lubiłem wyzwania, prawda?
Dzisiaj na przykład pierwszy raz wymieniłem kilka maili w sprawach zawodowych z osobami z daleka. Bałem się tego nieszczęsnego angielskiego i okazało się, że… dobrze idzie nam dogadywanie się mailami. Kolejny kamyczek na szalę „jest ok., mogę czuć się spokojnie”.
Moja czujność jednak nie zasypia, bo w końcu może to być jedynie mała zmyłka, a takiej wpadki nie chcemy.
Teraz czuję sens biznesowy – spotkania, Outlook i inne kalendarze to rzecz właściwie niezbędna w codziennej pracy (kiedyś mnie to bawiło, a teraz proszę…).
Chciałbym – przyznaję, że zachęcony – zwiedzić kawałek stolicy, która niby obca do końca mi nie jest, ale jednak kryje mnóstwo tajemnic i ciekawych miejsc. Nie znam ich wszystkich, ale to też mobilizacja do zmiany tego stanu rzeczy.
Wiem jedno – minęło półtora tygodnia, a ja:
1. później wychodzę i wcześniej wracam do domu
2. podróż trwa o 17 minut więcej niż poprzednio
3. mam na sobie ogromną odpowiedzialność, ale i mobilizację i w efekcie spokojniejszą i 4. wyrównaną pracę (za niczym nie trzeba gonić, zero monotonii)
Możecie mówić, że to efekt chwilowy, ale mi z nim dobrze i wierzę, że tak pozostanie.Z takimi współpracownikami i Szefostwem – aż się chce.
Trzymajcie się,
W nastroju mocno przedurlopowym,
T. :-)
Niby ta sama firma, a tak inaczej – do tego pory pracowałem z dala od Wielkiego Świata Tej Firmy, teraz jestem tuż obok. Czy to minus? Nie sądzę. Ogólnie mijają sobie po kolei dni, mam sporo na głowie, ale wszystko jakieś takie bliskie mi się wydaje. Oby tylko mnie to nie zgubiło. Moja Szefowa na urlopie, a zaraz potem idę na urlop ja sam. To mobilizuje do działania i samodzielności. Dumne obowiązki i projekty, ale i ogromna odpowiedzialność. W końcu zawsze lubiłem wyzwania, prawda?
Dzisiaj na przykład pierwszy raz wymieniłem kilka maili w sprawach zawodowych z osobami z daleka. Bałem się tego nieszczęsnego angielskiego i okazało się, że… dobrze idzie nam dogadywanie się mailami. Kolejny kamyczek na szalę „jest ok., mogę czuć się spokojnie”.
Moja czujność jednak nie zasypia, bo w końcu może to być jedynie mała zmyłka, a takiej wpadki nie chcemy.
Teraz czuję sens biznesowy – spotkania, Outlook i inne kalendarze to rzecz właściwie niezbędna w codziennej pracy (kiedyś mnie to bawiło, a teraz proszę…).
Chciałbym – przyznaję, że zachęcony – zwiedzić kawałek stolicy, która niby obca do końca mi nie jest, ale jednak kryje mnóstwo tajemnic i ciekawych miejsc. Nie znam ich wszystkich, ale to też mobilizacja do zmiany tego stanu rzeczy.
Wiem jedno – minęło półtora tygodnia, a ja:
1. później wychodzę i wcześniej wracam do domu
2. podróż trwa o 17 minut więcej niż poprzednio
3. mam na sobie ogromną odpowiedzialność, ale i mobilizację i w efekcie spokojniejszą i 4. wyrównaną pracę (za niczym nie trzeba gonić, zero monotonii)
Możecie mówić, że to efekt chwilowy, ale mi z nim dobrze i wierzę, że tak pozostanie.Z takimi współpracownikami i Szefostwem – aż się chce.
Trzymajcie się,
W nastroju mocno przedurlopowym,
T. :-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz