sobota, 12 stycznia 2008

Sukcesy i porażki

Jeśli nie chcesz mieć swojego udziału w klęskach,
nie będziesz miał go też w zwycięstwach

To powiedział kiedyś ktoś bardzo mądry, a teraz życie pokazuje nam, jak bardzo prawdziwe są te słowa. Dlatego właśnie warto czasami zastanowić się nad naszą lojalnością wobec drugiego człowieka albo wobec tego, co robimy.
Jesteśmy zadowoleni i dumni z odnoszonych przez nas sukcesów, a jeśli jesteśmy dobrymi przyjaciółmi, kumplami, czy znajomymi, cieszymy się też z sukcesów bliskich nam (mniej lub bardziej) osób. A jak zachowujemy się, jeśli okazuje się, że ktoś z tych naszych ludków albo rzecz, którą robiliśmy, trafia na potężną górkę, pod którą nie może podejść i w efekcie robi krok w tył? Jak zachowujemy się w obliczu porażki naszych bliskich lub naszych własnych?
Większość z nas - to niestety smutna prawda - wycofuje się w cień, unika spojrzeń, słów krytyki, mówi "ale przecież to nie ja...".
Tak nie wolno! Każda porażka i każda krytyka ma swój wielki cel - mobilizację krytykowanego! Dlatego stając w obliczu klęski walczmy silniej i z większą armią, ale uwaga (!) nie bijąc na oślep. Przemyślmy działania i podnośmy się z klęski do zwycięstwa, a wtedy na pewno je osiągniemy. Co więcej nasze zwycięstwo będzie jeszcze bardziej spektakularne, a nasza pozycja wyjątkowo umocniona! Dlaczego? Bo...

Potykając się można zajść daleko;
nie wolno tylko upaść i nie podnieść się.

wtorek, 1 stycznia 2008

złudne postanowienia.

Mamy więc nowy rok. 2008, co więcej kolejny rok przestępny. Sylwester i Nowy Rok to dwa szczególne dni - temu też nikt nie zaprzecza. Szczególne nie tylko dlatego, że pierwszego szalejemy do nieprzytomności i zapominając o wszelkim rozsądku, a drugiego odsypiamy i zdrowieniejmy. Szczególne dlatego, że chyba w ciągu wszystkich 365 (tym razem 366) dni nie ma kolejnych tak refleksyjnych.
Przecież to właśnie 31. grudnia wspominamy, często analizujemy to, co spotkało nas w kończącym się roku. Dotyczy to zarówno nas, jak i naszego otoczenia. Po tej analizie jedni uronią łzę, inni będą się cieszyć, aż w końcu każdy zaczyna stawiać postanowienia. Nie warto. Dlaczego?
Udowodniono już, że to właśnie noworoczne postanowienia są tymi, których dotrzymujemy najrzadziej. Dlatego też coraz więcej z nas stawia sobie nie tyle postanowienia, ile plany. To już dobry krok.
Szczerze mówiąc nie lubię pierwszej części tego procesu - analizy przeszłości. Zwykle prowadzi do smutku, bo tacy już jesteśmy, że smutniejsze wydarzenia bardziej zapadają nam w pamięć. Dlatego właśnie nie lubię analizować przeszłości. Zaczynam zdawać sobie sprawę, że wcale nie tak rzadko zachowywałem się jak egoista, co więcej raniłem przez to nawet najbliższych mojemu sercu. Jasne, że wtedy takim się to nie wydawało, a oni sami nie zwracali na to uwagi (w końcu na tym polega miłość), ale jednak przy tej analizie zrobiło mi się smutno i jakoś tak źle przez chwil kilka.
Przychodzi jednak lubiany przeze mnie już bardziej etap planowania. Nie robię daleko idących planów, jednak staram się zwrócić sam sobie uwagę na pewne detale i błędy - tylko po to, aby ich nie powielać.
Ten dzień był ważny w tym roku... inaczej niż w minionych latach, wiem jedno czas na zmiany i zamierzam realizować ten długoterminowy plan. Nie złudne postanowienie, ale plan - bez zapisów punktów wskazujących, ale z szerokim spectrum działań z jednym celem.
Dowolny sposób - ważny wynik.
Wiem, że mówicie mi "nie wolno Ci się zmieniać", "nie zmieniaj się" i inne... i nie zamierzam zmieniać się dla Was i dla tych, których kocham, ale czas przestać powtarza "I was a fool"...
Wiecie, jakie zmiany mam na myśli... wiecie to doskonale ;)
M, E, K, M - Wy moi od zawsze i na zawsze!! :)
Dziękuję Wam za ten rok i wierzę, że w końcu po dwóch kiepskich, czas i dla mnie (znowu egoistycznie, ale chyba raz można) przyszedł lepszy rok.
z zimowymi pozdrowieniami i gorącymi uściskami
T.