środa, 9 lipca 2008

mijając siebie

Kolejny tydzień na półmetku... ale nie o tym chciałem, bo jak zacznę odliczać tygodnie, to będę je odliczał albo od 9. czerwca 2008 albo od 12. dnia tegoż miesiąca... :-( inaczej nie umiem... przynajmniej teraz, może kiedyś...
Dzisiaj dowiedziałem się, że z ostatnich badań (ehh, jak ja lubię te globalne badania...) wynika, iż to właśnie środa jest najbardziej depresyjnym dniem tygodnia, a nie - jak powszechnie się przyjęło - poniedziałek. Jakoże lubię czasami nad takimi rzeczami sobie powisieć i się zastanowić, zacząłem lekko analizować owe wyniki badań.
Doskonale wiecie, że przeciwnik generalizowania ze mnie wielki, więc moje analizy sprowadziły się do mnie samego i mojego otoczenia, z którym spędzam te każde środy. Co się okazało? Że te badania to mają sporo prawdy w sobie. W poniedziałki bowiem często wspominamy weekend, a to marudzenie przysłaniane jest tym, co miłego przeżyliśmy przecież jeszcze kilka godzin wcześniej. Poza tym poniedziałkowe gadanie to nic innego, jak forma złapania kontaktu, która - nie oszukujmy się - najczęściej kończy się śmiechem. Środa to coś innego... Tutaj już nie wspominamy, bo przecież minęły już dwa dni, a o kolejnym weekendzie strach myśleć - przed nami bowiem bagatela cały czwartek i piątek w pracy...
Wyczuliście już ironię? I słusznie... Po co się zamartwiać i zastanawiać nad takimi rzeczami? Ja wiem jedno - z tymi, których mam obok siebie, a którzy dają mi siłę, przetrwam każdy poniedziałek i każdą środę i każdy inny dzień tygodnia też. Zabawne, że w obliczu wojen, biedy, głodu i kataklizmów, są ludzie, którzy martwią się tym, czy bardziej depresyjnym dniem tygodnia jest poniedziałek, czy może środa.
W świetle więc całości tych jakże przejmujących badań, przeżyłem kolejny dzień, który do najłatwiejszych nie należał... Nie umiem nie myśleć i chyba nie chcę, ale chciałbym czuć już inaczej, ale też nie umiem.
Całościowo zawodowo nie było też kolorowo (bez obaw, rym przypadkowy). Przerażony jestem nieodpowiedzialnością ludzi. Tym, jak potrafią bezczelnie łamać dane im zaufanie... zapominają chyba, że ten kredyt kiedyś się skończy, a spłata będzie boleć bardzo mocno, ale cóż... dla nich najważniejsza jest kasa, niech dalej tak myślą...
Chaotycznie jak zawsze i kryjąc sens między wierszami,
pozdrawiam Was serdecznie
wieczorem w środę, burzową i gradem bijącą.
T.

Brak komentarzy: