Grudzień to dość specyficzny miesiąc - przynajmniej jak dla mnie. Taki... komercyjny dość mocno. Niby większość z nas wpada w wir zakupów, stajemy się mili, ale i nerwowi (takie podwójne zaprzeczenie sprzeczności). Kupujemy prezenty, czekamy na ostatnią chwilę. Szczerze mówiąc ja zawsze poddawałem się tej magii, ale zwykle z umiarem. Ten nasz biedny naród, wciąż narzekający na brak pieniędzy, wydaje je w tym miesiącu na potęgę!
Tak prawdę mówiąc prezenty dostawać jest super, ale najbardziej lubię je dawać - radość bliskich i przyjaciół - to jest dla mnie najlepszy prezent!
Ostatnie dni przed świętami spędziłem w Londynie... zupełnie inny kraj, inne miasto... zauroczyłem się tym, co tam się dzieje. Nie dość, że co chwila mijasz kogoś, kto mówi po polsku, to jeszcze na dodatek znajdujesz polskie reklamy i komercyjne sklepy (jedna z sieci hipermarketów na przykład podaje nawet polskie ceny!).
Spędziłem ten czas zupełnie inaczej, niż planowałem. Zupełnie zaskakująco, ale nie żałuję. Poznałem tego, kogo poznać chciałem. Przeżyłem coś, co - jak mi się wcześniej wydawało - zdarza się jedynie w filmach, a jednak! Z jednego spotkania zrobiły się trzy wspólne dni (nie licząc małych przerw). Niesamowite przeżycia i ... no właśnie nie umiem chyba tego nazwać. W każdym razie wszystko było niemal idealne, ale jednak myślałem o kimś innym dość często, a wyjazd miał pomóc zapomnieć, oderwać się... nie do końca się udało...
Wróciłem do kraju i... nagle zderzyłem się z czymś strasznie złym. Wyścig z czasem - tam również, ale spokojniejszy, uprzejmość - tam na 6, tu może na marne 3... można tak wymieniać długo. Ja wiem, że Anglia mnie zauroczyła, dobrze mieć kogoś, do kogo można pojechać właśnie tam...
Nie chcę negować Polski, ale wiecie, że ja nigdy patriotą wielkim nie byłem. Żeby nim być, trzeba czuć więź z krajem, trzeba wiedzieć, że jest coś, za co można zginąć, a co ja mam od tego kraju...?
Święta na półmetku, zaraz wszyscy objedzeni powiemy "święta, święta i po świętach", ale za rok kolejne, może znowu inne? Może z kimś innym...?
Najlepszego!