Telemarketer - definicja niby prosta. Jednak od kilku dni, ktoś w pewien sposób mi bliski i ważny dla mnie, zajął się zawodowo właśnie tym. Szczerze mówiąc nie zaskoczył mnie fakt, że od razu włączył mu się tak zwany moralniak. Twierdząc, że okłamuje on klienta, że nie mówi prawdy... To przypomina mi początki mojej pracy. Też tak miałem, choć stricte Telemarketerem nie byłem. Ot Konsultancina, którego jednym z zadań była również sprzedaż, ale tylko przy okazji załatwiania przez klienta innych spraw...
Każdy poważny człowiek, czyli istota inteligentna, ma uczucia i nimi w życiu się kieruje (nawet ci wielcy twardziele), inaczej są po prostu głupcami. Dlatego te moralniaki, jak zwykliśmy je u nas nazywać to rzecz normalna.
Trzeba jednak sporzeć na temat z drugiej strony. Konsument, klient, kupujący... czyli właśnie my... jesteśmy marionetkami, muchy i inne owady łapią się na lepy, my na świecące i pięknie brzmiące słowa "PROMOCJA", "TANIEJ", "TYLKO TERAZ!"... Zaprzeczycie? Głośno oczywiście tak, ale tak w głębi duszy... raczej nie... Co dziwne, nie otwierają nam się oczy nawet w sytuacji, gdy ten magiczny napis "TYLKO TERAZ!" dziwnie długo na półkach wisi, albo znika, zostawiając jednak tą unikalną cenę na zawsze.
Tacy jesteśmy i zapewne będziemy, inaczej nie bylibyśmy narodem, którym rządzi kapitalizm. Nie znaczy to, że jest nam źle, lepiej się przecież czujemy, bo kupiliśmy coś taniej, korzystniej i mamy to tylko my. Co z tego, że to tylko teoria? Uśmiechnięta hostessa powiedziała przecież, że warto, bo to okazja. Skorzystaliśmy i dobrze - kupujący zadowolony, sprzedawca również.
Po prostu lubimy słyszeć to, co usłyszeć chcemy - sprzedawca spełnia tylko nasze oczekiwania i nie okłamuje nas przecież, bo mówi to, co dla nas jest istotne...
Telemarketer to gość z klasą - sztuką nim być, w zgodzie z samym sobą i wiarą w to, co sprzedaję. Na szczęście ja nie muszę szkolić sprzedawców z nakazem kłamania, nie wyobrażam sobie, bo najważniejsze to sprawić, by klient czuł się dobrze i miał poczucie korzyści - a to nie jest trudne, bo każdy produkt korzyści ma mnóstwo - dla każdego inne.
Ja teraz, po 4 latach pracy w branży (obecnie z innej je strony) to wiem, ale czasu potrzeba wiele, żeby spojrzeć na to właśnie tak...
A.,trzymam kciuki! ;-)
3 komentarze:
Dzisiaj nie myślałem o tym co mówię. Pierwsza rozmowa z rana. Obie strony zaspane i od niechcenia. I poszła publikacja. Sam się zdziwiłem, że bez kłamstw klient równie sennym głosem powiedział to marketingowe TAK. A może to wszystko przez tą SMSową drogę do pracy... ;) Potem dostałem kolejne zgromadzenie sióstr zakonnych i pomyślałem, że skoro inni potrafią to ja też - siostry zakonne to bardzo podatny grunt. Przy ponownym kontakcie powinny kupić. A co do tej sprzedaży z samego rana, to dostałem pochwałę za pięknie prowadzone rozmowy :) podobno mało kto trzeciego dnia tak płynnie rozmawia z klientem. Ale tutaj chwalą wszystko co kończy się sprzedażą :P
T,jakoś tak poważnie mi się zrobiło... nigdy chyba nie patrzyłem na wszystko aż tak...
A pracujemy tyle samo czasu w tej firmie...
@zan...
Jakoś inaczej, sympatyczniej, cieplej i... tak jakoś... jechało się do pracy... ;-)
nie sądzę, aby to pomocą było, ale jeśli tak - cieszę się i polecam ... :-)
@MS
a przecież wielcy nasi zawsze to tłumaczyli... znowu nie uważałeś na szkoleniu :P a poza tym -- przeanalizuj swoją pracę i klientów...
Prześlij komentarz