niedziela, 11 listopada 2007

magia...

Wiedziałem, że skrytykujecie :P
Tylko JC miał odwagę komentarzem... :>
oj... nie poznaję towarzystwa... :)

Niedziela mija... cały czas na spokojnie (bo chociaż zimę lubię, to jednak pogoda nie sprzyja na wypady). W domu posiedziałem więc, poczytałem, napisałem coś tam sobie, pomyślałem... i analizowałem sen :)
Dawno nie miałem tak realistycznego, który pozostałby tak dobrze w mojej pamięci, ale obudziłem się z uśmiechem... zacytowałbym... ja chcę jeszcze raz! ;)

Nie będe Wam go opowiadał, bo i po co :P

Pomyślałem sobie, że podczas naszych snów Marfeusz zabiera nas jednak w magiczny świat, w którym - jeśli tylko sami tego chcemy - możemy sobie odpocząć i zobaczyć to, na co czekamy, albo czego pragniemy (?). Czasami możemy nawet tego dotknąć - ja tak miałem dzisiaj i bardzo mi z tym dobrze...

Pozostał nam niedzielny wieczór, chyba wybiorę się na spacer (E, M, J - idziemy? :) )

A jutro kolejny tydzień, kolejny tydzień w pracy i... kto wie, co przyniesie...? ;)

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

no coz... :) bywa, powiem Ci, ze az mnie przeszly dreszcze... dopowiedzialam sobie to, co zapewne jest drugim dnem Twojego posta (nie zaprzeczysz, ze zapewne slusznie :) ) - efekt - porazajacy :)

Unknown pisze...

ehhh... jak Ty mnie dobrze znasz... :)

Anonimowy pisze...

T., wiesz co, z każdym dniem... coraz bardziej... zaczynam być jeszcze bardziej dumnym, że Cię znam...

głębokie to, co piszesz, normalnie fajnie, że nie wszyscy patrzą na świat ot tak powierzchownie..

cya jutro w CCB ;-)

Anonimowy pisze...

nie żałuję i mam nadzieję, że i Ty nie... jesteś po prostu... ale to już wiesz...
(wiedziałem,że znajdę... ;) )